Zakon Dobrytów

Ordo Fratrum Minorum Beneficii

Symbol Zakonu: Koniczyna, Krzyż Ankh pozbawiony płomieni

Historia powstania i działalności.

Naturalną koleją rzeczy było, iże po powstaniu zakonów broniących wiary przed obcym, pogańskim plugastwem oraz herezją, wykwitającą wewnątrz cesarstwa, powstało i zgromadzenie, które w swym celu utwierdzanie i pogłębianie tejże wiary miało. Prekursorzy owego ruchu nie zrodzili się jednakoż na ziemiach uświęconych, na których od lat głęboka wiara w Ardeizm panowała, ale na żyznej słowiańskiej ziemi, w okolicach roku setnego po Apokalipsie, gdy to do Słowian dotarli pierwsi misjonarze rozsyłani przez kościół Ardeizmu. Mimo ogólnej niechęci ludów wschodnich do wierzeń frankońskich, znaleźli się tacy, w których sercach rozniecono płomień wiary we Wszechmogącego. Wkrótce wspólnie sformowali oni małą grupę wiernych, która dopomagać poczęła misjonarzom w ich misji szerzenia słowa Kodexu.

Po kilkunastu latach ich starań, nieliczna grupa przeistoczyła się w nader zorganizowaną społeczność, która bez trudu mogłaby założyć odrębną osadę. Ich otwartość i nieagresywne szerzenie wiary wśród Słowian przysporzyły im wielu przyjaciół, co zaowocowało stopniową popularyzacją Ardeizmu wśród Polan, Czechów i Rusinów.

W roku 139 po Apokalipsie właściwie całe Księstwo Słowiańskie wyznawało Ardeizm, przede wszystkim przez działalność Dobrych Braci, jak poczęli ową grupę wyznaniową nazywać sami Słowianie. Stąd właśnie w 141 roku bullą Szafarza Kleofasa II grupa owa została formalnie przyjęta na łono kościoła Ardeizmu, a zwać się miała odtąd Zakonem Dobrytów. Wiele w tym było zasługi brata Racimira, zwanego Toleckim, który od młodzieńczych lat z pasją oddał się szerzeniu nauk Ardeizmu. Jego gorliwa postawa doprowadziła do oficjalnej akceptacji Ardeizmu przez dwór kniazia, zaś poświęcenie na rzecz Dobrytów spowodowało, iż Szafarz właśnie jemu powierzył pieczę nad zakonem. Mało brakowało, a religijne i kulturowe zbliżenie Słowian z cesarstwem skończyłoby się gwałtownie. Kryzys "Małej Krucjaty", która wbrew przykazom Szafarza i Cesarza wyruszyła na Słowian, chcąc dać odwet za dawne walki germańsko-słowiańskie, został zażegnany jedynie przez zabiegi Toleckiego i jego braci. Wespół z dyplomatami cesarskimi doprowadzili oni do unifikacji oraz formalnego przyjęcia sakramentów Ardeizmu przez kniazia słowiańskiego. Sam Racimir został w roku zjednoczenia wywyższony do godności Szafarza Kodexu po śmierci Kleofasa II, a opiekę nad Zakonem Dobrytów przejął brat Giermont Jarosławiec.

Mimo przystąpienia księstwa do cesarstwa, siedziba Zakonu Dobrytów pozostała na terenach należących do grodu słowiańskiego. Jest to klasztor w Opactwie Niwioły, które swą nazwę wywodzi od wioski niegdyś w tym samym miejscu położonej. W innych regionach Dobryci nie dysponują stałymi siedzibami. Miast tego, korzystają z gościny lokalnych mieszkańców, braci innych zakonów, czy hierarchów kościelnych. Ich metodą jest między innymi wędrówka i od czasu zjednoczenia uskuteczniają ją na terenie całego cesarstwa. Przez ostatnie dekady stali się również znani i cenieni za umiejętności piśmiennicze, które pozwoliły im przepisywać liczne księgi, a także tworzyć nowe, między innymi kroniki.

Po dziś dzień wielu z Dobrytów to Słowianie, acz i ludzie z innych prowincji chętnie garną się pod skrzydła braci, szczególnie zaś Brytowie, którym zdaje się odpowiada atmosfera zakonu. Niemniej, z przyczyn nieobiektywnych Dobryci nie posiadają swojego reprezentanta w Radzie Elektorskiej, w przeciwieństwie do Flamistów i Templariuszy, a także realnego wpływu na politykę kościoła. Między innymi przez to ominęło i omija ich wiele sporów oraz niesnasek, tym bardziej, że żaden z dotychczasowych opatów nie domagał się takowego stanowiska czy wpływów.
Początkowo do Zakonu Dobrytów mogli wstępować zarówno mężczyźni jak i niewiasty. Obowiązek życia w czystości był wówczas nagminnie zaniedbywany. Z tego powodu w 164 roku szafarz Juliusz I nadał Zakonowi nowe ziemie, oddalone od macierzystej siedziby i przeznaczył sporą sumę złota na budowę klasztoru mniszek.

Reguła i doktryna zakonu

Bracia żyją w ubóstwie stroniąc od uciech świata. Pogrążeni w modlitwie, zanoszą prośby do Praojca i Ducha Przodków, by ci nie odwracali się od ludzkości lecz wspomagali jej walkę z demonami. Doskonalą swe dusze poprzez ćwiczenie ciała, praktyki pokutne oraz kontemplacje. Każdy pielgrzym przybywający do klasztoru może liczyć na strawę, nocleg i wszelką pomoc pod warunkiem, że wyznaje jedyną wiarę i będzie uczestniczyć w nabożeństwach. Trzy szczególnie pielęgnowane przez nich cnoty to ubóstwo, pokora i pobożność.

Noszą włosy przystrzyżone "na pazia" i nie zapuszczają zarostu. Ich strój to prosty, workowaty habit w brunatnym kolorze z głębokim kapturem, przepasany sznurem. Na nogach noszą sandały (zimą tylko cieplejsze obuwie). Tak odziani chodzą wszyscy od braci pracujących w chlewie po samego opata. Listy zakonne pieczętowane są znakiem krzyża ankh. Płomienie nie mają silnego odzwierciedlenia w symbolice Dobrytów, gdyż nie skupiają się oni na walce z siłami nieczystymi, a poświęcają głownie doskonaleniu siebie i nauczaniu cnotliwego życia. Gdzieniegdzie spotkać też można symbol koniczyny. Jest to alegoryczny obraz duszy doskonałej, wyćwiczonej we wszystkich trzech cnotach głównych.

Dobryta przeżywa dzień służąc pokornie braciom i trwając w skupieniu na modlitwie. Braci budzi przed świtem bicie dzwonu i udają się oni na poranne ćwiczenia. Opuszczają teren klasztoru i idąc pochodem jeden za drugim smagają się jodłowymi gałązkami. Obchodzą klasztor dookoła pobliskim lasem po czym wracają i udają się wprost do kaplicy na nabożeństwo. Tam odśpiewują pierwszą z kant. Są to codzienne nabożeństwa odprawiane trzy razy w ciągu dnia, zawierające pieśni, nauki i cytaty z Kodexu. Po modlitwie jest pora na posiłek, który bezwzględnie odbywać się musi w milczeniu. Mnisi jedzą śniadanie złożone wyłącznie z najprostszych darów ziemi: roślin i zwierząt. Owoce i warzywa tylko myją zimna woda i jedzą na surowo. Mięso porcjują i pieką w ogniu, by oczyścić je z ewentualnych mocy nieczystych, które mogły zamieszkiwać zwierzę. Nie stosują żadnych przypraw do własnych posiłków, ani nie komponują swych potraw z wielu składników. Dobryta swoje ciało pokrzepia lecz nie czyni z jedzenia przyjemności. Tym bardziej zaskakującym jest więc, że kucharze Dobrytów znani są z najlepszych zup i wypieków w całym Cesarstwie. Oni jednak utrzymują, że jest to rzemiosło, któremu oddają się na chwałę Praojca, a wszystkie te rarytasy przeznaczone są na dni świąteczne, kiedy to post byłby grzechem, gdy nakazanym jest się radować. Aromatyczne wywary, gęste i tłuste zupy, sosy i bajeczne wypieki idą też przede wszystkim parę stóp pod ziemię, gdzie w obłożonych słomą, zimowych spiżarniach pełnych śniegu i lodu przygotowywane są do podróży na dwór Cesarski. Po śniadaniu Dobryci udają się do swoich codziennych obowiązków. Jedni uprawiają ogródek, inni suszą i opisują zioła, jeszcze inni przepisują księgi, gotują, doglądają trzody. Spotykają się znów na modlitwie, kiedy słońce rzuca cień wieżyczki kaplicznej wprost na plac przed wejściem do świątyni. Wówczas ponownie rozbrzmiewa dzwon, zwołując braci na południowa kantę. Po nabożeństwie, krużgankami, głodni mnisi suną na obiad do refektarza. Po posiłku przychodzi czas na medytacje. Opactwo pogrąża się w nabożnym milczeniu. Każdy z braci na własną rękę oddaje się kontemplacji świętego Kodexu i czyni to w zaciszu swej celi, w kaplicy, w ogrodzie lub po prostu przechadzając się po terenie opactwa. Wielu wykorzystuje ten czas by załatwić pilne sprawy, które prowadzą ich do Jastrzębca. Bywają tam nader często, a ze Słowianami żyją w niezmiennej zgodzie, której przyczyną jest między innymi to, że właśnie Jastrzębiec jest kolebką Dobrytów. Pod wieczór dzwon z kaplicy znów przypomina o tym, że nim zajdzie słońce należy odprawić ostatnią kantę. Następnie wszyscy zbierają się ponownie na kolacji, po której budynek zakonu zaczyna migotać światłem świec. Braciszkowie w swych celach kończą obowiązki mijającego dnia. Po zmroku pochód biczowników ponownie wypływa z bramy klasztornej i ginie wśród drzew. Umartwiając ciało bracia w pokorze oddają się oczyszczającemu rytuałowi. Powracają do cel, by dokonać wieczornej toalety i zdmuchnąwszy świece udać się na sprawiedliwy odpoczynek.
Wśród braci Dobrytów nie brakuje też takich, którzy opuszczają gościnny klasztor i ruszają w świat by szerzyć wiarę we Wszechmogącego i nieść pomoc bliźnim w wierze. Stąd nierzadko spotkać można wędrujących mnichów, których trakt wiedzie od Jastrzębca do różnych zakątków cesarstwa.

Polityczno-ekonomiczne znaczenie Zakonu Dobrytów:

Nadejście Ardeizmu na ziemie Słowian wiązało się z powrotem do dawnego, znanego sprzed kataklizmu, modelu wytwórczości. Jako że kościół skupiał ludzi zdolnych posługiwać się pismem, spuścizna minionych wieków przez nich właśnie była dokumentowana i na nowo rozpowszechniana.. To głównie dzięki Dobrytom, na terenie Jastrzębca, zaczęto stosować odrodzone i udoskonalone techniki gospodarowania dobrami naturalnymi. Dobryci nauczyli Słowian wyższych form uprawy roli. Również sztuka i kunszt rzemiosł znacznie się za ich sprawą rozwinęły.
Przejście Słowian do wyższego, niż ich pierwotny, sposobu produkcji oraz do rozwiniętego rolnictwa i rzemiosła miejskiego, uczyniło koniecznym rozwój odpowiadającego im ustroju państwowego. To właśnie instytucja Zakonu Dobrytów nadzorowała i inspirowała te przemiany.

Cesarstwo wykupiło od Słowian znaczne obszary ziemi z przeznaczeniem na budowę i utrzymanie klasztoru. Majątek Zakonu Dobrytów obejmował wówczas pięć wsi, cztery folwarki, sporą cześć okolicznych lasów, rzekę Piargicę oraz fragment brzegu morskiego. Przy klasztorze funkcjonował również własny, niewielki folwark. Ziemię leżącą w obrębie opactwa uprawiali sami bracia oraz czeladź świecka. Tereny zaś dalej położone, uprawiane przez chłopów, przynależały do Zakonu wraz z zamieszkującą je ludnością.
Zarząd duchowieństwa nad podlegającym mu chłopstwem był łagodniejszy niż gdyby podlegali oni rycerstwu. Zakon nie miał wyraźnych powodów ku temu, by wywierać presję na swoich poddanych. Dla kościoła, uprawa roli nie byłą jedynym źródłem dochodu. Powszechna danina w postaci dziesiątej części plonów składanych na rzecz kościoła stanowiła drugie, poważne źródło wpływów do skarbca zakonnego. Nieliche znaczenie miały też datki i darowizny. Zakon Dobrytów, nie posuwał się więc wobec chłopów do wyzysku. Z czasem wielu okolicznych mieszkańców samowolnie zmieniło wasala, przechodząc pod skrzydła Zakonu. Dochodziło do fałszowania dokumentów własności. Nie stanowiło to problemu dla duchownych, którzy jako jedyni byli wówczas piśmienni i nie było nikogo, kto potrafiłby zweryfikować ważność owych pism.

Zakon, nie był w stanie przejeść gromadzonych dóbr. Pokrywając zapotrzebowanie handlu, zaspokajając potrzeby swoich dostojników, niższego kleru, braci służebnych i świeckiej czeladzi, wciąż dysponował znacznymi nadwyżkami żywności. Przeznaczano je na pomoc ubogim, podobnie jak część dziesięciny. Zgodnie ze zwyczajem, rozdziału jej dokonywano na cztery części. Jedna część przypadała biskupowi, jedna niższemu duchowieństwu, jedną obracać miano na nabożeństwa publiczne, a jedną na wsparcie dla ubogich. Klasztor stał się więc ośrodkiem zapomogowym. Znajdował tu przytułek zarówno chłop, jak i zubożały albo pozbawiony schedy potomek rycerza.

Ustanowienie Zakonu Dobrytów pełnoprawną instytucją kościelną pociągnęło za sobą poważne konsekwencje natury politycznej i społecznej. Rosnąca własność kościoła, zgromadzona w nim wiedza oraz wpływ jaki kościół wywierał na człowieka w sferze materialnej i duchowej sprawiły, że stał się on niezbędny nie tylko dla jednostek i rodzin, ale i dla państwa. Prócz majątków ziemskich, własnością zakonu stały się w niedługim czasie również domy i place w mieście. Pod zarząd Dobrytów trafiły liczne kramy, piekarnia, łaźnia, młyn, a nawet saliny nad morzem, gdzie przez odparowywanie wody morskiej uzyskiwano sól. Ziemie należące do Zakonu były sprawniej zarządzane, lepiej uprawiane, a chłopi zaludniali je gęściej, niż włości należące do rycerstwa i możnych. W miarę bogacenia się Zakonu wzrastało niezadowolenie szlachty a polepszała się sytuacja materialna chłopów. Radowało to kniazia, którego pozycja, jako bożego pomazańca znacznie się dzięki temu poprawiła. Zjawisko ubożenia rycerstwa zaczęło być powszechne. Wynikało zarówno z rosnącego znaczenia kościoła jak i wciąż licznych najazdów. Ustawicznie wybuchające zatargi między feudałami a książętami oraz nawiedzające okolice Jastrzębca, klęski nieurodzaju także przyczyniały się do tego stanu rzeczy.

Po 160 roku Zakon Dobrytów przeżywał okres swojej świetności. Opat posiadał tak wielkie dobra, że stał się niemal samodzielnym władcą. O stanowiska w Zakonie zaczęli się ubiegać ludzie niewiele mający wspólnego z pobożnym i przykładnym życiem. Zarządzanie tak bogatą instytucją kościelną pochłaniało ojców duchownych daleko bardziej niż działalność duszpasterska. Duże rolę zaczęły odgrywać bliskie związki środowisk kościelnych z dworem kniazia i możnymi przedstawicielami rycerstwa. Bogaci przedstawiciele rodów coraz częściej fundowali zakonowi najrozmaitsze dobra. Były to nie tylko kramy, czy zakłady rzemieślnicze ale również kaplice, a nawet kościół parafialny. Władze zakonne natomiast, pozwalały braciom obejmować urzędy świeckie i różne funkcje na dworach możnych lub samego władcy. W ten sposób słowiańska elita czerpała coraz obficiej z kościelnego skarbca kultury i cywilizacji.

W 167 roku statki Normanów zajęły wybrzeże na wschód od Jastrzębca. Najeźdźcy przypuścili atak na opactwo w Niwiołach grabiąc i plądrując oraz zajmując klasztorne dobra. Zakonnicy którzy przeżyli napaść, opuścili wówczas opactwo i ukryli się na terenie grodu. „Oto przychodzą Normanowie. Grabią, i rabują, a prześladują przede wszystkim księży oraz mnichów. Wyszukują opactwa i bacznie rozglądają się wszędzie, gdzie by mogli znaleźć jeszcze jakieś poświęcone miejsce... Ileż dóbr duchowieństwo musiało przez to stracić!” – opisuje jedna z ówczesnych kronik. Gdy obciążone łupem statki wikingów opuściły wybrzeże, teren opactwa przedstawiał sobą nędzny widok pogorzeliska.

Po tym tragicznym wydarzeniu, bracia wyznający dotychczas ardejski model wiary, oparty głownie na prawach Kodexu, sięgnęli do nowego źródła duchowości. Był nim przykład świętobliwego życia Rocha Pustelnika. Wielu interpretowało najazd Normanów jako karę Jedynego zesłaną na Zakon z powodu zbyt rozwiązłego życia mnichów. Ideały ubóstwa, ascezy i pokuty padły zatem na żyzny grunt i zaowocowały w 169 roku spisaniem nowej reguły zakonu. Świętobliwego Rocha obrano patronem Dobrytów, a ich doktryna poszerzona została o nakaz pielęgnowania cnót pokory i ubóstwa oraz obowiązkowe praktyki pokutne.
Wielu braci wyrzekło się wówczas wszelkiej własności, opierając swój byt jedynie na pomocy udzielanej im przez wiernych. Wyruszali na szlaki pielgrzymkowe rozgłaszając tryumf nowych wartości i własnym życiem dając przykład skromnego, pobożnego życia.
Była to całkiem forma duchowości, a jej rozwój spowodował pewne przeobrażenia w organizacji życia religijnego. Kościoły stały się nie tylko budynkami przeznaczonymi do sprawowania obrzędów, lecz także schroniskami, gdzie przytułek znajdowali pątnicy i podróżni.
Dobryci zostali zwolnieni z obowiązku walki z niewiernymi. W razie mobilizacji wojsk cesarskich zobowiązani byli jedynie posłać do stolicy swoje konie, zapasy żywności i pieniądze potrzebne na wyprawę wojenną.

Po ukończeniu odbudowy klasztoru, z polecenia Szafarza Juliusza I, Cesarz Albrecht I Habsburg potwierdził nadanie Dobrytom wszystkich dotychczasowych ziem, dóbr i przywilejów. Jednocześnie dodał swoim wiernym sługom znaczne tereny nie objęte zniszczeniem, jako rekompensatę za straty poniesione w wyniku wojny. Nadanie to zaostrzyło na nowo konflikt z najznamienitszymi przedstawicielami rodów rycerskich, którzy nie godząc się z wolą cesarza, poczęli organizować zbrojne napady na klasztorne dobra. Wielebny Ojciec Ambroży wystosował wówczas do stolicy list z prośba o utworzenie komandorii Templariuszy w Jastrzębcu. Ukróciło to samowolę możnych, lecz także wzbudziło zaniepokojenie kniazia, którego władza i wpływy zaczęły się wyraźnie kurczyć. Mimo iż kościół stanowił dla niego narzędzie służące do pacyfikacji zapędów rycerstwa, obdarowany nadto hojnie mógł sam zacząć stanowić zagrożenie.

Autor: Amber, Domx.