|
|
Skiveborg
„Odpłynęły Smocze Łodzie, przez dwadzieścia dni i nocy walkę z głodem, morskimi stworzeniami i rozpaczą tocząc, by wreszcie do brzegu nieznanego dobić. Część łodzi rozebrano by z desek pierwsze domostwa stworzyć. Zwiadowcy ruszyli w poszukiwaniu najlepszego miejsca pod osadę obronną. Znaleźli… Ci, którzy ziemię ową z dawien dawna zamieszkali, uciekli w popłochu, stłamszeni wojowniczym duchem ojców naszych. Przetrwaliśmy i oto dziś w siłę rośniemy…”
Skiveborg – osada założona i w pełni ukształtowana w zaledwie kilka lat po Ragnarok. Za datę jej powstania uznaje się dzień, w którym Smoczy Łeb łodzi - na której Jarl Jorunn Gustavsson, zwany Wybawicielem, dopłynął do nowego lądu - zawieszony został na centralnej ścianie siedziby Jarlów. A był to dzień roku 1009-tego.
Normanowie nie musieli przezwyciężać żadnych wewnętrznych waśni i konfliktów. Byli ludem zjednoczonym, lojalnym i oddanym sobie od pierwszego dnia kataklizmu do chwili obecnej. Pierwsze chaty w osadzie powstały z kilku najbardziej uszkodzonych okrętów, jakimi przypłynęli na nowe ziemie. Po wstępnej fazie zapewnienia dachu nad głową dzieciom, kobietom i starcom, przystąpiono do budowy umocnień i reszty domostw. Okoliczne lasy obfitowały w dobre drewno, które stało się odpowiednim budulcem zarówno na palisadę, chałupy, jak i nowe łodzie. Wycięto więc spore połacie okolicznych lasów, drewno ich korując i piłując na długie bale o wierzchołkach ściętych w ostry szpic. Kłody wbijano w środek kamiennej podmurówki, formułując z nich najeżoną „kolcami” palisadę obronną.
Najważniejszym elementem każdej lokacji jest siedziba jej władcy - budowla, niezależnie od osady, wyróżniająca się na tle pozostałych zabudowań, świadcząca o pozycji i roli urzędującej w niej persony. To tutaj toczą się długie, częstokroć burzliwe dysputy; to tutaj zapadają najważniejsze z decyzji.
Siedziba normańskiego Jarla to budynek wzniesiony z potężnych drewnianych bali, układanych poziomo metodą zrębową. Nie sposób nie dostrzec z oddali ogromnego, masywnego Smoczego Łba, osadzonego na pozostałościach kadłuba łodzi i umocowanego nad wejściem. Stanowi on element niezwykle istotny dla normańskiej społeczności, darzony szczególną czcią, jako świadek dni kataklizmu i symbol siły plemienia. Legendy głoszą jakoby w Smoczym Łbie zaklęty został duch wybawiciela nacji – Jarla Jorunna Gustavssona, stając się tym samym strażnikiem osady. Najgorszą z możliwych wróżb jest zatem zniszczenie Smoczego Łba... .

Dziś funkcję przywódcy normańskiego ludu sprawuje Jorunn Svensson, który po śmierci swego poprzednika, wziął udział w krwawej tradycji wyboru nowego dowódcy. Jako najsilniejszy i najsprytniejszy pokonał innych kandydatów w bratobójczej walce na śmierć i życie, przejmując tytuł Jarla. Jego potężna postura, niemal siedem stóp wzrostu oraz lico ozdobione dwiema, sporymi, brzydko zagojonymi szramami, wzbudzają respekt u niejednego wojownika. Surowy, acz sprawiedliwy sprawuje władzę twardą ręką, ciesząc się szacunkiem podwładnych, wiernością swej małżonki - Vigdis Svensson - kobiety urodziwej, a przede wszystkim sprytnej, oraz oddaniem Sighvata - najstarszego i najbardziej tajemniczego członka normańskiej społeczności, zwanego Starcem.
Centralny punkt życia kulturowego Normanów stanowi plac targowy, ulokowany naprzeciw jarlowej siedziby. Jarmarczny hałas, nieustająca za dnia kupiecka krzątanina, wieczorami zaś śpiewy, tańce i srogo zakrapiane uczty przy blasku płomieni pobliskiego ogniska, to codzienne elementy obcowania normańskiej społeczności.
Późną porą, gdy blask ognia przygasać zaczyna, wielu spośród normańskich wojów stopy swe ku karczmie kieruje, gdzie przy kolejnym pucharze trunku, karczmarz - Olaf Thorsteinson opowieścią zacną zawsze chętnie ich uraczy.

Za dnia, gdy odgłosy nocnych hulanek nikną, nie cisza teren osady spowija, lecz kolejne z dźwięków: przekrzykiwania kupców, śmiechy dziatek, zgrzyt wiadra przesuwanego po krawędzi kamiennej studni.
Południową część lokacji przepełniają odgłosy młota, rytmicznie uderzającego o kowadło. To tutaj w swym małym, zbrojnym królestwie spotkać można najlepszego kowala normańskiej społeczności - Gunnara Hjorvardsona zwanego Piąchą, którego kunszt zasłynął także poza granicami Normandii. Wytwory jego spracowanych dłoni cieszą się ogromnym uznaniem wśród wojów w najodleglejszych krainach. Sam Gunnar uważany jest za człowieka chaotycznego w swym zapracowaniu i pośpiechu. Powiedzeniem: „Czas to ruda, a ruda to pieniądz” często urywa dysputy ze swymi rozmówcami, a gdy tak się stanie lepiej usunąć się niźli drażnić pochłoniętego swą sztuką kowala.
Wędrując dalej do naszych uszu docierają dźwięki krzyżowanego ze sobą oręża oraz chrapliwy głos przywódcy grupy Huskarlów (tytuł nadawany najwybitniejszym spośród normańskich berkserkerów) - Hamdila Jonarksona. To odgłosy codziennego treningu, słynącego z ogromnej dyscypliny i poziomu. To tutaj pośród kamiennych ruin świątyni, pamiętającej jeszcze czasy sprzed sądnych dni kataklizmu, odbywają się mordercze treningi, oraz rozstrzygane są losy pretendentów do tytułu Jarla. Przesiąknięte krwią głazy, ziemia nasączona potem, oraz walające się pośród pozostałości kolumn odłamki ostrzy – wszystko to roztacza nad owym miejscem szczególną, intensywną atmosferę napięcia.

Tereny wybrzeża, leżące na wschód od osady to kolejne z charakterystycznych dla tej nacji miejsc. Długie, masywne pomosty wychodzą naprzeciw toni morskiej, wypatrując rybackich kutrów i siejących postrach Smoczych Łodzi wojowników. Nieustanna krzątanina, skoczne melodie, wyśpiewywane pijackim głosem szkutników, dźwięk fal uderzających o drewniane bale. To właśnie port z nieustannie aktywną stocznią, stanowią rdzeń i siłę napędową normańskiego handlu morskiego oraz handlu niewolnikami, w którym dzieci Thora wiodą prym.

Wraz z rozwojem transportu morskiego i związanego z nim handlu, wzrosło zapotrzebowanie na trunek przypisany tejże nacji – miód pitny. Mieszkańcy Normandii osiągnęli mistrzostwo we wszelakich sposobach wytwarzania tego napitku. Jego smak w niedługim czasie stał się kolejną wizytówką Normanów. Wychodząc naprzeciw rosnącemu zapotrzebowaniu, wybudowano miodosytnię, gdzie wyspecjalizowani w swym fachu rzemieślnicy zajmują się hodowlą pszczół, wytwórstwem wosku i miodu oraz ich przetwarzaniem.
Drapieżny charakter osady potęgują klatki, zawieszone na drewnianych słupach tuż przy głównej bramie wjazdowej oraz samotna szubienica, ulokowana naprzeciw zbrojowni. To w jej asyście odbywają się przeglądy i wyceny niewolników, a przy jej udziale dokonywane są egzekucje na wszystkich tych, którzy postrzegani są jako wrogowie nacji tudzież tych, którzy ośmielili się złamać surowe prawo normańskiej wspólnoty.
Osada Normanów jest miejscem najmniej ujarzmionym i ucywilizowanym spośród wszystkich lokacji, zarówno pod względem architektonicznym, jak i kulturowym. Pomimo jednak tak wyraźnie zarysowanych różnic w 1193 roku stała się ona częścią potęgi i dumy, jaką dzisiaj dla postapokaliptycznego świata jest Cesarstwo.
Decyzja Jarla Jorunna Svenssona nie spotkała się z aplauzem i zrozumieniem ze strony ludu, budząc niepokój i niechęć wobec zmian, które w konsekwencji zawartego sojuszu miały nadejść. Największym sprzeciwem zareagowała grupa najbardziej ceniona i szanowana – Huskarlowie. Obawiając się utraty autonomii w sferze militarnej, w której wiedli prym, stanęli przed swym władcą z głosem niezgody. Decyzja jednak zapadła, w rzeczywistości nie niosąc ze sobą tak dalece posuniętych zmian, jakich się spodziewano. Przyczyną tego stanu rzeczy były przede wszystkim warunki sojuszu, nad którymi Jarl i Starszyzna oraz przedstawiciele cesarskiej kancelarii debatowali trzy dni i trzy noce. Cesarstwo zdając sobie sprawę z potęgi wojskowej Normanów oraz korzyści jakie bez wątpienia przyniosłyby rozwinięte wśród nich: kowalstwo i handel niewolnikami, w wielu punktach porozumienia pozwalało sobie na pewne ustępstwa. Dodatkowo zachowaniu autonomii największej spośród wszystkich członkowskich nacji z pewnością służył fakt, iż ludność normańska, głęboko zakorzeniona w swej tradycji i historii, niejednokrotnie dawała odczuć cesarskim przedstawicielom, że posuwają się o krok za daleko. Co więcej, patriotyczny lud w swych działaniach miał za popleczniczkę samą jarlową małżonkę – Vigidis Svensson.
I tak zgodnie z postanowieniami zawartego sojuszu obie strony zobowiązały się do wzajemnego, militarnego wsparcia w walkach z dziwactwami, jakie wyzwolił kataklizm oraz z magami i innowiercami, wśród których szczególne miejsce przypadło Maurom. Normanowie zmuszeni zostali do zniesienia obowiązku płacenia trybutu, który narzucili na okoliczne, drobne gospodarstwa.
Sojusz otworzył nowe szlaki handlowe, przyczyniając się w ten sposób do rozkwitu normańskiego kowalstwa na jeszcze większa skalę oraz poszerzenia granic handlu niewolnikami. W zamian spadł na Normanów obowiązek wywiązywania się z określonych podatków i ceł, odprowadzanych na rzecz Cesarstwa.
Zmianą najtrudniejszą do zaakceptowania i tą, której najbardziej się obawiano, było nałożenie na dzieci Thora obowiązku przyjęcia nowej religii - Ardeizmu. Oficjalnie tak też się stało – formalnie i prawnie lud normański stał się członkiem wspólnoty wierzącej w Praojca i wyznającej zasady spisane w największej księdze Ardeizmu – Kodexie. Biskup wyznaczył ojca Templariusza Claude de Champs jako odpowiedzialnego za misję nawracania pogańskiego ludu na jedyną słuszną wiarę. Na jego siedzibę obrano filię komandorii Templariuszy, którą wybudowano nie w granicach osady lecz w pewnej od niej odległości. Owa komandoria stanowi jedyny, w dodatku nieco oddalony, punkt kultu Ardeizmu. W samych granicach Skiveborg’a nie znalazła się do tej pory żadna kapliczka tudzież inny symbol nowej wiary. Był to jeden z warunków, o które Jarl i Starszyzna zabiegali podczas długotrwałych dysput z cesarskim i biskupim poselstwem.
Oficjalnie wszelkie objawy kultywowania religii pradawnej zostały zakazane i objęte surowym prawem Inkwizycyjnym. W rzeczywistości jednak zarówno przedstawiciele cesarscy, jak i kościelni rzadko zapuszczają się na normańskie tereny, co przyczynia się do występowania (w prawdzie w mniejszym stopniu) tychże objawów. Zauważyć jednak należy, iż pomimo dość licznych ustępstw w polityce Cesarstwa i Kościoła kierowanej ku Normandii, od czasu podpisania dekretu członkowskiego, na stosie spłonęło czterech członków normańskiej społeczności, jak donoszą zapiski prowadzone w inkwizycyjnych księgach.
Jak przyjęło się mawiać: „Drzewa szumią, Inkwizycja słucha”.
Autor: Kaedlin, Cyberpuncur.

