|
|
Ritterburg
Dnia czterdziestego mej wyprawy, którą poczyniłem w roku 215 po Kataklizmie, dotarłem wreszcie do stolicy kraju frankijskiego, do Ritterburga. To tutaj w 1023r. ostatni z Mędrców Płomienia, zwany Niosącym zwój, zasiał ziarno Ardeizmu, pozyskując liczne grono słuchaczy. Pod koniec tego samego roku Frankowie oficjalnie pokłonili swe głowy i otworzyli serca, uznając Ardeizm za prawdziwą i jedyną wiarę oraz ustanawiając pierwszego Szafarza Kodexu – Innocentego I. Przez kolejne, długie lata idea jednoczenia ludów ocalałego świata kiełkowała w umysłach frankijskich, by wreszcie w 1120r. zaowocować powstaniem Nowego Cesarstwa Rzymskiego ze stolicą obraną na wyspie i nazwaną Nowym Rzymem oraz pierwszym cesarzem nowego porządku - Ludwigiem Habsburgiem.
Był późny wieczór, pora kiedy strażnicy mieli zamykać bramę. Musicie bowiem wiedzieć, że Ritterburg w przeciwieństwie do większości ludzkich osiedli, posiada tylko jedną, południową bramę. Północną swą częścią przylega do podnóży gór, których strome zbocza nie pozwalają intruzom na wtargnięcie od tej strony. W zboczach tych mieszczą się dwie Ritterburskie kopalnie, jako że kraj to w rudę bogaty. Gruby, kamienny mur, wzmocniony krągłymi wieżami strażniczymi odgradza wschodni i zachodni kraniec miasta od okolicznych łąk. Do wschodniego muru, od zewnętrznej jego strony, przylega winiarnia oraz kilka użytkowych, pewnikiem magazynowych budynków, rozsianych wokoło uprawnego poletka. Poletko to, dojrzewającym zbożem obsiane, mijałem idąc drogą z południowego wschodu. Gdyby głód tak przykrym mi nie był i gdybym nie udał się w prawo, a prostą drogą podążył, zamiast do miasta dotarłbym do samej siedziby wielkiego Zakonu Templariuszy, którego olbrzymi kontur wyrósł przede mną pośród skał na tle zachodzącego słońca.
Przybywszy do miasta, zapytałem strażników bramy o gospodę. Zgodnie z moimi przypuszczeniami znajdowała się w samym środku miasta. Wykupiłem pokój z góry na trzy noce i udałem się na spoczynek, by następnego dnia o świcie kontynuować swą wędrówkę po mieście.

Na placu miejskim znajdowało się targowisko z kilkoma straganami. Jako że karczma, w której spałem przylegała do placu od wschodniej jego strony, już od świtu dobiegły mnie krzyki i nawoływania handlarzy zachwalających swoje towary. Północny skraj placu zajmowała okazała świątynia pod wezwaniem Ducha Przodków ze wspaniałymi, kolorowymi witrażami w okiennicach. To właśnie w niej wybierano i wyświęcano Szafarzy Kodexu, nim nastąpiło przeniesienie siedziby szafarskiej do Nowego Rzymu w 1120 roku. Wstąpiłem do środka, by pogrążyć się w krótkiej modlitwie i ku mojemu zaskoczeniu ujrzałem grobowiec, w którym pochowano ciało ostatniego z Mędrców Płomienia. Moje zdziwienie stało się jeszcze większym, kiedy spostrzegłem bogato zdobioną szkatułę u stóp ołtarza, a w niej przechowywany zwój z przepisaną treścią Prawd Kodexu.

Krocząc dalej w kierunku wschodnim minąłem koszary, przy których dane mi było spotkać samego generała armii frankijskiej - Rodericka Braumma. Zamieniłem z nim zaledwie kilka słów, jednak wystarczająco na tyle, by zrozumieć sympatię, jaką lud frankijski osobę jego obdarzył. Ruszyłem dalej przed siebie, by po chwili przystanąć u podnóży muru rozgraniczającego miastowe dzielnice od siedziby Markgrafa. Dziś zaszczytną tę funkcję sprawuje niewiasta - Hermenegilda von Meissner Habsburg, żona zmarłego Markgrafa Johana von Meissner Habsburga. Budynek jest piętrowy z niewielką wieżą, która wraz z wieżą kościelną stanowi najwyższe dwa punkty w mieście. Z jej wysokości rozciąga się widok na całe miasto oraz na okoliczne tereny.
Najwyraźniej szczęście mej osoby nie opuszczało, bowiem doświadczyłem przyjemności rozmowy z osobistą dwórką Markgraf. Esmeralda von Gronewald okazała się być niewiastą urodziwą, pogodną jak i kokieteryjną i łasą na pochlebstwa. Z jakim to rozbawieniem opuszczałem przydworny plac, ponaglany przez zniecierpliwionych strażników!
Całe dwa dni spędziłem w mieście, zwiedzając je i rozmawiając z miejscowymi. Nie opuszczało mnie wrażenie brudu, tłoku i ciasnoty, których nie odczuwałem w moim rodzinnym Dunbarrow. Dnia trzeciego z samego rana, uzupełniwszy zapasy na targu, wyruszyłem w dalszą drogę, zostawiając za sobą kamienne budowle, kryte dachówką.
.jpg)
Wybrałem drogę prowadzącą na południe. Już po chwili dostrzegłem zarys jasnej, masywnej, zbrojnej budowli, która okazała się frankijskim więzieniem. Przystanąłem na moment, obchodząc mury dookoła i nasłuchując. Gdy miałem już na trakt południowy powrócić, oto ukazała się mym oczom postać niskiego mężczyzny o znacznej tuszy i pucołowatym zaczerwienionym licu. Poblask klejnotów, zdobiących jego odzienie na moment przyćmił mój wzrok. Nim się spostrzegłem jegomość zniknął w czeluściach okazałego powozu, po czym przy asyście kilku zbrojnych oddalił się w kierunku miasta.
Jak się później dowiedziałem, był to Egbert von Ritterburg główny sędzia Ritterburga.
Tak oto zakończyła się moja wędrówka po ziemiach naznaczonych górami, pośród których kwiat rycerstwa i duchowieństwa rozkwitł i kwitnie po dziś dzień, sam siebie nazywając pierworodnymi synami Cesarstwa.
Przede mną kolejne długie dni podróży, nim dotrę na tereny tych, których ziemie nazywane są spichlerzem Cesarstwa, a sami mieszkańcy słyną jako najprzedniejsi jeźdźcy...
(Fragment 'dziennika z podróży' autorstwa: Bryta Colhin'a)
Autor: Cordon, kaedlin

