Maurowie

Nazwa nacji: Maurowie
Nazwa osiedla: Nafiza
Symbol nacji: Półksiężyc
Przywódca: Kalif Husam Udin ibn Bahir
Przodujące rody: Dynastia Almorawidów
Data przystąpienia do cesarstwa: nie przystąpili
Specyfika nacji: nacja wyklęta przez Jedyną Wiarę

Poczet Kalifów:

  • Abdallah Ibn Jasin
  • Jusuf ibn Taszufin
  • Ali ibn Jusu
  • Taszufin ibn Ali
  • Ibrahim ibn Taszufin
  • Husam Udin ibn Bahir

Maurowie często zwani bękartami demona, ludami ognistego morza i dziećmi pustyni, mylnie utożsamiani bywają z dzikimi ludami, zamieszkującymi ziemie przeklęte.

Do pierwszego kontaktu na ziemiach pustynnych wedle kronik doszło w 102 roku po apokalipsie - w kilkanaście lat przed narodzinami Nowego Cesarstwa Rzymskiego. Ekspedycja z Ritterburga z udziałem geografa Edgarda Gautiera została wnikliwie spisana przez kronikarza Alphonsa Donatien. Jako jedyny ocalały, tymi słowami opisał lud mauretański:

"Istoty te przez wiele dni obserwowały naszą tułaczkę po bezdrożach pustyni. Najwyraźniej czekały cierpliwie na śmierć naszą, niczym sępy na ciała poległych. Najwidoczniej są padlinożercami. Ich dusze z pewnością są równie martwe, co strawa, którą się posilają. Wszak dusza żywa i zdrowa łaknąć będzie tego, co żywe i zdrowe, zaś jeno dusza chora i słaba zapragnie rzeczy upadłych i martwych"

Na tych piekielnych ziemiach poruszają się wyjątkowo wprawnie: szybcy, zwinni, doskonale wykorzystujący metody maskowania. Piaski pustyni jawią się ich sprzymierzeńcami. Widać przywykli doń, co świadczy tylko o ich równie podłej naturze.

Co zaś się tyczy samego wyglądu, Renuard Lotier w swej księdze z 108 (1108) roku "O dziwnościach tego świata" opisuje dokładny wygląd typowego Maura:

"Istoty te od stóp aż po sam czubek swej, złudnie przypominającej ludzką, głowy okrywają się szmatami. Niekiedy odziani są w coś na podobieństwo skórzni, jednak ta zdaje się być lekką i giętką, usztywnianą łodygą nieznanej mi rośliny. Niscy o oczach ciemnych, a skórze barwy ziemi, przypominają nas, lecz kształty ich i podły kolor skóry dają mi pełne przeświadczenie, iż są odmieńcami."

O Maurach usłyszeć można wiele. Opowieści wśród ludów od zarania dziejów przesiąknięte były wrogością, jednak to czas apokalipsy nadał im charakter demonicznych, w których wrogość zastąpiły najczystsza nienawiść i trwoga. Matki straszą nimi niegrzeczne dzieci, zaś niepowodzenia czy też choroby tłumaczone są zarazami z południa. Ci, którzy upierają się, że spotkali synów pustyni, za każdym razem przedstawiając ich inny opis. Jedni twierdzą, iż dojrzeli sześcioro ramion, wynurzających się z tułowia, inni, że dwie głowy a skórę czarną niczym smoła, wielu też niewiele mogło dostrzec poza ogniem i dymem z nozdrzy ich buchających. W ostatnich latach zdarzać się poczęło, iż co niektórzy kupcy sprzedawać próbowali talizmany i inne przedmioty ponoć na pustyniach znalezione. Handel takowy jednak szybko ustał, o co wystarały się organy inkwizycyjne, kolejnych śmiałych kupców w lochach na "przesłuchaniach" osadzając. Wielu jednak nadal wyprawiało się na pustynię, samopas, tudzież w większych grupach, licząc na wzbogacenie się tamtejszymi znaleziskami. Ci, którym udało się powrócić, zmuszeni byli do prowadzenia podziemnego handlu, który mimo swego niebezpieczeństwa okazywał się całkiem opłacalnym.

Oto fragment z księgi Donatiena. Niechaj będzie Wam przestrogą:

"Ja Alphons Donatien syn Abela Donatiena z Ritterburga, tak jak mi było dane spisuje tu wszystek rzeczy jakie przyszło mi ujrzeć, żeby ani ta opowieść z biegiem czasu nie zatarła się w pamięci, ani przeklęte miejsce zamieszkałe przez dzieci diabła nie przebrzmiało bez echa.
Uczeni wśród Franków utrzymują, że kraina w jakiej nam przystało zamieszkać, niczego poza rozległą dziczą i otaczającą ją wielką wodą nie posiada.

Minąwszy najwyższe góry Europy, zostawiając za sobą daleko najciemniejsze lasy, przekraczając ostatnie rzeki, zieleń wszelaką i życie wszelakie wkroczyliśmy w miejsce, którego opisanie jedynie mnie było dane.

Trzynasty tydzień wędrówki, zaprawdę zgubnym się okazał dla całej naszej kompanii. Zdawać by się mogło, że zaszliśmy w miejsce tak odległe gdzie ręka Praojca już nie sięga, lecz oto ujrzeliśmy morze ogniste, którego żar i gorąco dosięgły każdego z nas. Z dnia na dzień moich towarzyszy wyniszczała choroba, piekielny upał i brak wody. Idąc, zostawialiśmy za sobą sznury ciał. Byliśmy zgubieni... Dookoła nic jeno bezmiar piasku...

Zostaliśmy zaatakowani w nocy. Nie widziałem wiele, szybko straciłem przytomność. Do teraz nie wiem, jak przeżyłem i co się stało z reszta ludzi z ekspedycji. Wiem jedynie, że uchronił mnie Jedyny, bym mógł Wam opowiedzieć o prawdziwym złu i piekle jakim jest tamta kraina."


Autor: Berk
Korekta: Domx