Magia

W początkach X wieku kalendarza starej daty nastąpiły wydarzenia, które na trwałe zmieniły oblicze świata. Szereg potężnych kataklizmów zdziesiątkował ludność narodów europejskich. Miasta zamieniły się w ruinę, gospodarstwa opustoszały, tereny nizinne zalały wody morskie, a wyżynne stały się nowymi lądami. Tam gdzie niegdyś wzgórza porastały prastare bory i dąbrowy została jedynie spieczona uderzeniami meteorytowych skał skamielina. W miejscach, gdzie dawniej płynęły szerokie i życiodajne rzeki pozostały jedynie puste leje, wypełnione pokrytymi w zaschniętym mule truchłami. Tu i ówdzie ze skalnych rozpadlin wylewała się magma a czarny dym wulkaniczny unosił się ku niebu w żałobnej formie, dając wyraz smutkowi jakim pokryła się matka ziemia. Całości obrazu dopełniała cisza... Dojmująca cisza jaka panowała na globie ziemskim zanim życie postanowiło zuchwale opuścić wody morskie i skolonizować lądy.

Gdzieś tam głęboko w czeluściach jaskiń, w skalnych wnętrznościach górskich szczytów, kryły się niedobitki ludzkiej cywilizacji. Ocaleni od zagłady mieli stanowić podwalinę nowego społeczeństwa, tego które nadejść miało parę pokoleń późńiej. Właśnie w tamtych czasach wydarzyło się coś jeszcze. Nie wiadomo tak naprawdę co było przyczyną dziwnych i niewyjaśnionych zjawisk, jakie nastąpiły po okresie kataklizmu. Niektórzy z ocalałych mędrców wspominali jakieś dziwaczne słowa o koniunkcji sfer, o przybyszach z innego świata. Inni prawili o karze bogów za grzechy ludzkie. Jedno było pewne – martwy świat nie do końca był martwy. Stworzenia, jakie napotkali zwiadowcy z plemion przypominały rodem te z legend i podań ludowych.

Dziwactwa i pomioty zła, ucieleśnienie bajdurzeń starych dziadów proszalnych i bab wioskowych. Istoty z mitów, a przynajmniej tak podobne do tych z mitów, że nadano im mityczne nazwy. Normanowie, w swych długich łodziach, uciekając ze swych ziem rodzimych widzieli stojące na brzegu kolosalne trolle, ciskające w ich stronę głazy. Frankowie napotkali daleko w górach plemiona karłów iście ze swych legend. Brytowie dostrzegli dziwne światła pośród oczeretów na mokradłach, a nocami nieraz dało się słyszeć wrzaski żywo przypominające te z legend o Banshee. Plemiona słowiańskie na swych terenach donosiły o dziwożonach, rusałkach i utopcach. Gdzieś tam daleko ktoś podobno w jaskiniach pod górami widział wielkiego Wija. Najgorsze jednak miało dopiero nastąpić. Zmiany dotknęły samych ocalałych. Niektórych z ludzi dręczyły dziwne dolegliwości. Z początku wyglądało to jak objawy zwykłej choroby – bóle głowy, gorączka. Potem jednak następowały zjawiska, które trudno było wyjaśnić inaczej jak klątwa. W otoczeniu dotkniętych przypadłością często dochodziło do samoistnych pożarów. Ludzie przebywający w ich pobliżu sami chorowali a nawet tracili zmysły. W paru przypadkach można było mówić o cudownych uzdrowieniach czy nawet o rzeczach tak dziwnych jak lewitacja. Wszystko jednak sprowadzało się do jednego słowa – magia. Czysta moc z samych piekieł, z czeluści ziemskich zawitała jawnie pośród ludzi. Najgorsze jednak było to, iż dotknięci ową mocą nie byli w stanie jej kontrolować.

Część z nich dobrowolnie udała się na wygnanie by nie narażać pozostałych członków plemion. Większość bez wątpienia zginęła w dzikich ostępach rozerwana przez bestie lub po prostu śmiercią głodową. Ci, którzy zostali próbowali okiełznać drzemiące w nich moce ale bezskutecznie. Rozwścieczeni współplemieńcy pozbywali się dotkniętych w rozmaity sposób. Najpopularniejszym był oczywiście stos. Wierzono, że święty ogień oczyszcza – zarówno spalonego czarownika od grzechu jak i jego współplemieńców od kolejnej klątwy. Jakkolwiek barbarzyńskimi i nieludzkimi wydawały się te metody – okazały się być bardzo skuteczne. Ilość przypadków nadnaturalnych zdolności znacznie zmalała i w efekcie dochodziło do coraz mniejszej ilości wypadków. Droga oczyszczenia społeczeństwa z zagrażających mu jednostek znalazła przede wszystkim swój wyraz w osławionym zbiorze świętych praw -Kodexsie. Ardeizm jest religią, która stoi w absolutnej opozycji do wszystkiego co reprezentowane przez magię i czarostwo. W miarę rozwoju cywilizacji ludności było coraz więcej, magów coraz mniej. Liczba stosów jednakowoż ciągle rosła...

Ludność nigdy nie pozbyła się podejrzliwości a na stosie lądowały często osoby, które zawiniły tym, że posiadały spory majątek albo były skłócone z którymś z hierarchów Kościoła Ardeizmu. Z biegiem lat temat magii i czarów, jakkolwiek nadal bardzo popularny, stał się rzeczą drugorzędną i owianą legendą wobec innych problemów społecznych, jakie zaczęły dotykać ludność nowo utworzonego Cesarstwa. W szeregach wiernych i na prowincji zaczęły rozwijać się nurty heretyckie. Na południu zwiadowcy donosili o rosnącym w siłę wrogu w postaci niewiernych Maurów. Magowie i magia nadal jednak tkwili w podświadomości ludzkiej. Ich mroczna legenda i wiecznie płonące stosy stanowiły przypomnienie dla niedowiarków – magia jest realna i stanowi zagrożenie. Gdzieś tam w ciemnych zaułkach miast Imperium, w niedostępnych gęstwinach nowo porosłych lasów, na odległych wyspach i na najwyższych szczytach – krył/kryje się największy i najmroczniejszy z wrogów Cesarstwa. Magowie...

Autorzy: Semko, Kaedlin.